Muvalia

„Pokój zaczyna się od uśmiechu” Matka Teresa z Kalkuty („Myśli wyszukane”)

Kilka słów o Indiach – na podstawie pracy Kasi Broś.

   Na czym polega  praca współczesnych misjonarzy w Indiach?  To co odnaleźć można w wielu źródłach to przede wszystkim tworzenie szkół i dawanie wykształcenia. O edukacji pisze w swoich listach polski misjonarz o. Marian Żelazek svd, wspominając zarówno o seminariach,  jak  i np. szkołach dla osób trędowatych „My zbieramy wielu młodych z ulicy. Dajemy im środki do życia i wykształcenia. Pragniemy im coś dać, choć jest to kropla w morzu potrzeb”. Choć może to dziwić, współczesna działalność misjonarska nastawiona jest bardziej na niesieniu pomocy oraz dbanie o już będących katolikami, niż nawracaniu za wszelką cenę. W swoich listach pisze o tym o. Żelazek „Kiedy zaczęliśmy pracę wśród trędowatych patrzyło na nas z niepokojem całe miasto. Wielu myślało, że idziemy nawracać tych biednych chorych. A to byłaby największa zbrodnia, jakiej moglibyśmy się dopuścić” i dalej dodaje „Gdybyśmy w Puri pozyskali spośród tamtejszych hinduistów chociaż jednego katolika, a zranilibyśmy przez to setki innych, to w efekcie wyrządziłoby niepowetowanie większą szkodę”. W podobnym duchu wypowiada się w jednym ze swoich wywiadów bł. Matka Teresa „My nie jesteśmy zwykłymi opiekunkami społecznymi, lecz „misjonarkami”. Pomimo tego staramy się ewangelizować wyłącznie za pośrednictwem naszej pracy, pozwalając, aby Bóg w niej się przejawiał”. Obecnie prowadzenie misji w Indiach  nie jest sprawą łatwą, ani w 100% legalną. Prowadzenie placówek misyjnych przez osoby z zagranicy jest nielegalne. Jedyny dopuszczalny sposób ewangelizacji to przybywanie misjonarzy z południa Indii na północ. „Nie można zatem oficjalnie podjąć pracy misyjnej, lecz trzeba się ukrywać z tym, co się robi. Oczywiście są terytoria Indii, gdzie nie ma nawet najmniejszych szans na podjęcie choćby najdrobniejszej formy pracy misyjnej - tak jest choćby w Mumbai czy na północy kraju. Wiązałoby się to z przykrymi konsekwencjami, a nawet ze skazaniem siebie na śmierć. Na południu jest łatwiej - można bowiem podjąć cichą pracę formacyjną bądź posługiwać tym najbardziej potrzebującym - zwłaszcza chorym i ubogim, żyjącym w slumsach”. O. Marian Żelazek, który na rożnych placówkach misyjnych w Indiach  spędził w sumie 50 lat opisuje ciekawie  zwyczaje indyjskie - zaczynając od Bożego Narodzenia, polski misjonarz pisze „Jako gość zaszczycony zostałem przywilejem odprawienia Pasterki w nocy. Jaka to wspaniała była Pasterka. Na dworze z powodu braku miejsca w małym kościołku, pod przykryciem z liści, przy tlących się ogniskach, które służyły ludziom do ogrzewania się(...). Lud tutejszy nie zna naszych pięknych tradycji gwiazdkowych. Stoły ich nie uginają się pod sutą wieczerzą wigilijną, bo po pierwsze stołów nie ma, a po drugie ten prosty ludek jest rad i szczęśliwy, jeżeli się może najeść do syta ryżu, bo i tego nieraz zabraknie”. W innym liście z miejscowości Bondamunda (rok 1971) pisze „Na pasterce po raz pierwszy mieliśmy pełne światło elektryczne, co dodało splendoru uroczystości. Brakowało jednak choinki – opłatek przysłano z kraju, ale nie było się z kim dzielić, bo tutaj „opłatka” nie znają. Ludzie bardzo serdeczni – wiele tańczyli... Nie zapomnieli i o swoim misjonarzu. Od czasu do czasu głowa się ostrożnie wysuwała przez uchylone drzwi... „Phadar”! Sandesh” - „Ojcze – upominek”. Przynosili swoje ciężko ubite placki ryżowe, ryż.”  3 lata później, pisząc z tej samej placówki o. Żelazek wspomina o naukach przedmałżeńskich odbywających się w czasie adwentu. „Na stacji misyjnej przebywa obecnie 26 par przygotowujących się do sakramentu małżeństwa. (…) Kurs przygotowawczy do małżeństwa trwa całe dwa tygodnie. Młodzi spędzają czas na stacji misyjnej. Kurs kończy się trzydniowymi rekolekcjami zamkniętymi przed Gwiazdką.  Obejmuje on naukę religii, uczenie się na pamięć modlitw, śpiew, czytanie Pisma Św. i wykłady o metodzie termicznej czy tej najświeższej „metodzie owulacyjnej” w zakresie regulacji urodzin”. Z typowo katolickich świąt misjonarz opisuje jeszcze Boże Ciało, znane dobrze w tradycji polskiej, choć obchodzone w innym czasie. Sam O. Żelazek pisze: „Przybyło tam ok. 2000 ludzi, by 25 października obchodzić w Barilapta procesję zwaną „jatra”. My, kapłani, słuchaliśmy wieczorem spowiedzi aż do północy, a ludzie tańczyli na boisku szkolnym (…). Jakie piosenki śpiewali tancerze? Opowiadali oni najczęściej zdarzenia z Pisma Świętego. Gdy skończyła się jedna pieśń, zaczynała się następna cichą modulacją w rytm bębnów i kroków tancerzy.” Ojciec  pisze dalej już o samej procesji: „W sobotę o 3:30 po południu zaczęła się procesja. Na czele szli dobosze z wielkimi „bajas” (bębnami). Było ich ponad 40 – dostatecznie wielu, by wprawić ziemię w drżenie. W pobliżu Sanctissimum szła grupa 15 innych doboszów, którzy grali na „mandrach” - glinianych bębnach o bardzo miękkim tonie. Uderza się w nie palcami i dłońmi. Dwie grupy dziewcząt tańczyły przed Przenajświętszym Sakramentem przez cały czas trwania procesji.”. Istnieją także obyczaje nie spotykane w krajach Europy, a związane bezpośrednio z indyjską kulturą, jak np.  święto bydła. „Muszę Wam jeszcze napisać, że dzisiaj obchodzimy „Sohrai Parab” - „święto bydła”. Rano po Mszy św. zaroiło się na boisku przed kościołem od krów, wołów, wodnych bawołów i kóz. Niektóre sztuki bydła miały na karku wieńce z kwiatów. Po wspólnej modlitwie wyświęciłem to rogate bractwo wodą święconą. Co rusz jakiś pastuszek przywoływał mnie do porządku, że jego stadko opuściłem. Moje dwie krówki też były na placu odświętnie przystrojone. Po ceremonii poświęcenia Jakub, mój pastuch krów, przygotował dla nich specjalną strawę z ryżu. Jako gospodarz miałem uroczysty obowiązek skosztować nieco sam z tej strawy,  potem karmić nią krówki. W wiosce ludzie podają bydłu po kubku piwa ryżowego. Jako „abstynent” oszczędziłem tego moim krowom.” Tego typu święta i uroczystości moim zdaniem są dobrą formą uszanowania wcześniejszej tradycji wśród napływowych obyczajów. Poświęcenie bydła nie tylko w pewien sposób podtrzymuje tradycyjne hinduskie myślenie (idea świętej krowy), ale także nie jest niezgodne z tradycją Kościoła katolickiego.”

Szkoła w Muvalii :

W szkole uczy się 450 dzieci pochodzących z bardzo biednego indyjskiego plemienia  zajmującego się uprawą ziemi. Założycielem szkoły i  dyrektorem  jest O. Adaikala Amay svd. W Szkole w Muvalii pracują Misjonarze Werbiści , jak również wolontariusze wspierający ich pracę. Duża część dzieci przebywa tam  na stałe ponieważ   w muvalijskiej szkole  mają  zapewnione schronienie  i jedzenie. Uczęszczanie do szkoły, zdobywanie wiedzy przez dzieci to  jedyna szansa   na wyrwanie się z nędzy  i polepszenie warunków życia.  Misjonarze utrzymują szkołę głównie dzięki pomocy życzliwych ludzi i organizacji. Środki niezbędne są , aby  zakupić zboże i inne produkty roślinne do przygotowania pożywienia, konieczne było również pogłębienie studni – aby nie brakowało wody pitnej.


Kilka słów Ojca Adaikaili svd – dyrektora szkoły  na temat misji w Muvalii:

„W grudniu 1996 zostałem poproszony przez mojego ówczesnego prowincjała, obecnie  Biskupa Indore, o przeniesienie się z Jhalod, gdzie pracowałem 10 lat na misję do Muvalii. Mój ówczesny Prowincjał powiedział mi wtedy: „ W Muvalii jest tylko wiejski dom i nie ma tam żadnej działalności misyjnej; wysyłam Cię tam mając nadzieję, że zrobisz tam coś konkretnego”.  Zgodziłem się na te przenosiny i jestem tu od 11 lipca 1997. Kiedy przejąłem tę misję, sytuacja była bardzo zła i panował wielki nieporządek.  Uporządkowanie wszystkiego zajęło mi rok. Kiedy tu przyjechałem, nie przywitali mnie ludzie, lecz tuzin bawołów i 200 gołębi.  Mój pierwszy rok w Muvalii to był rok zmagania się z trudnościami Po spędzeniu pierwszego roku na modlitwie , rozmyślaniach  pierwszym krokiem jaki poczyniłem  było założenie internatu dla bardzo ubogich  dzieci wiejskich . Dzieci te nie miały możliwości pójścia do szkoły w pobliżu swojej wsi.  Początkowo, dzieci te mieszkały w naszym internacie i chodziły do pobliskiej szkoły państwowej. Otworzyłem internat całkowicie ufając opatrzności Bożej, gdyż nie było odpowiedniej infrastruktury i pieniędzy na jego prowadzenie. Dzieci zostały umieszczone w magazynie przerobionym na internat. W pierwszym roku do internatu zgłosiło się 45 dzieci, ale następnego dnia wszystkie uciekły do swoich domów. Powodem tego była opinia rozgłaszana przez niektórych ludzi, że będę nawracał dzieci na chrześcijaństwo. Wtedy to zacząłem chodzić po wsiach, wyjaśniać  moje zamiary; dzięki temu większość dzieci wróciła do internatu i ich liczba wzrastała z roku na rok.  Widząc to  urzędnik wojewódzki , odpowiedzialny za szkolnictwo,  wydał zgodę na otwarcie samofinansującej się szkoły podstawowej  prowadzonej zgodnie z prawem stanowym (stanu Gujarat, językiem nauczania jest gujarati)). Szkoła została otwarta w roku 2004.  Kiedy przejąłem misję w 1997 wspólnota chrześcijańska była bardzo mała. Obecnie misja rozrosła się znacznie na wszystkich frontach. W sześciu wsiach są wspólnoty chrześcijańskie, a całkowita liczba rodzin katolickich wzrosła  do 150. W ponad 25 wsiach mamy wielu katechumenów. Tak jak wspomniałem, w 1998 rozpoczęliśmy internat dla dzieci plemiennych, które nie mają możliwości uczęszczania do szkoły blisko domu. Żeby zapewnić  im dobre wykształcenie powstała samofinansująca się Szkoła Podstawowa (klasy od 1 do 7) prowadzona wg prawa stanu  Gujarat, do której uczęszcza obecnie  450 chłopców i dziewcząt. Od roku 2008 staramy się o otrzymanie zgody na prowadzenie szkoły średniej i mamy nadzieję, że wkrótce ją dostaniemy. Obecne władze stanu Gujarat patrzą podejrzliwie na działalność misjonarzy i to opóźnia wydanie zgody. Uczniowie szkoły to mieszkańcy internatu. Codziennie musimy kupić  około 120 kg ryżu, aby nakarmić dzieci , ważnym zadaniem jest obecnie założenie moskitier w oknach , ponieważ dzieci pogryzione przez komary choruja na malarię i gorączkę tyfusową. Potrzebne są  ławki do szkoły, aby dzieci podczas kilku godzin nauki każdego dnia  nie siedziały na ziemi. Udało nam się zorganizować w Muvalii dział opieki społecznej – stowarzyszenie na rzecz polepszenia losu ludzi plemiennych. Stowarzyszenie prowadzi projekty  rozwojowe i takie, które wzmacniają pozycję kobiet organizując częste spotkania, animacje i szkolenia. Dzięki naszej pracy docieramy do ponad 40 wsi. Pomimo to, ogromna większa część  województwa  Dahod, w której potrzebna jest pomoc,  pozostaje poza naszym zasięgiem. Cała infrastruktura w Muvalii powstała dzięki  inicjatywom wspieranym przez naszą kongregację, fundacje, indywidualnych darczyńców oraz osoby życzliwe. Nasz dział opieki społecznej dostał pozwolenie NABARD (Narodowego Banku Rolnictwa i Rozwoju Wiejskiego) na prowadzenie dwóch projektów związanych z konserwacją i wykorzystaniem wody (zakładanie studni, nawadnianie terenu, wykorzystywanie wody do uprawy roślin, itp.). Jeden z nich prowadzony jest na obszarze  misji Muvalia. NABARD wspiera również 128 grup samopomocy na obszarze Muvalii . Nasza pozarządowa organizacja – Stowarzyszenie na rzecz polepszenia losu ludzi plemiennych (Tribal Social Welfare Society) próbuje dotrzeć do wszystkich misji na terenie województwa. W obliczu fundamentalizmu i nietolerancji religijnej próbujemy różnych metod apostołowania docierając do ludzi plemiennych tego obszaru poprzez programy prowadzone przez organizacje rządowe i pozarządowe. Rozpoczęliśmy program o HIV/AIDS sponsorowany przez rząd indyjski, a prowadzony przez Caritas India za pomocą naszego stowarzyszenia. Robię wszystko co w mojej mocy, aby wspierać misję Muvalia w programach opiekuńczych, ewangelicznych, edukacyjnych, medycznych i socjalnych za pomocą jej własnych źródeł lub źródeł zewnętrznych  Dzięki Bożej opatrzności udaje mi się to w wielkim stopniu.  Z biegiem lat działania misji rozrosły się i obecnie docieramy z programami  rozwojowymi  do mieszkańców 40 plemiennych  wiosek. Jest to możliwe tylko dzięki współpracy naszych darczyńców, którzy wykazują duże zaangażowanie i  zainteresowanie programami misji i pracują w porozumieniu z siostrami i innymi pracownikami świeckimi. Jestem bardzo wdzięczny za przekazane dla misji datki; wiem, że przekazana kwota nie pochodzi z bogactwa materialnego, ale z bezinteresownych ofiar.  Z pewnością Bóg wielokrotnie wynagrodzi to  tym wszystkim, którzy przyczynili się do zebrania tej kwoty. Proszę pamiętać o mnie w swoich modlitwach, tak żebym mógł prowadzić życie godne swojego misyjnego powołania. Z pozdrowieniami  o. Adaikala, svd

„A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze” – List do  Galatów 6.10

W kwietniu 2010 roku razem z Kasią Szostak odwiedziłyśmy Szkołę  w Muvalii - zawiozłyśmy wówczas pierwszą pomoc z przeznaczeniem na pogłębienie studni.

Po powrocie podzieliłyśmy  się informacją o potrzebach tej szkoły; udało się   poszukać sponsorów, zorganizować  festyn, przygotować specjalne wydanie kalendarza –cegiełki na ten cel, ciasta,  poczęstunek z potraw indyjskich, aukcja warzyw indyjskich,  ekologiczne rangoli, malowanie henną, możliwość zakupu ubrań i drobiazgów pochodzących z Indii, kiermasze, koncert „Rodzina – Szkole w Muvalii” zorganizowany przez p. Marię Zawartko wiceprzewodniczącą Rady Miejskiej, dzień życzliwości w SP nr 118, zabawa karnawałowa w Przedszkolu nr 122 – to tylko niektóre z zaangażowań. Wiele środowisk podjęło działania razem, zaangażowano w pomoc  uczniów, rodziców, nauczycieli, harcerzy, wolontariuszy z wielu szkół wrocławskich, przedszkoli, zuchów, mieszkańców naszej parafii oraz parafii Św. M.M.Kolbe  oraz wielu innych parafii we Wrocławiu i w  Nysie, gdzie posługuje ksiądz Antoni Eragudii misjonarz  z Indii. Nawiązaliśmy współpracę ze Stowarzyszeniem Polsko-Indyjskim IPIS, restauracją indyjską „Spice India” we Wrocławiu  i zaproszono do wspólnej pracy na rzecz potrzebujących dzieci.


    Dzięki podjętym staraniom wielu osób zakupiono żywność oraz moskitiery do okien w internacie dla dzieci, pogłębiono studnie zapewniając wodę pitną, zakupiono dużą porcję ryżu .  Przygotowano we Wrocławiu kilka  wizyt Ojców  ze szkół w Indiach ( O.Paulraj, O.Rayappan, O.Charls, O. Denis, O.Antony, O.Adaikaila, O,Sleeva), odwiedził nas również biskup z Indii, co miało duże znaczenie w pogłębianiu naszej relacji, dzieleniu się wiarą, wzajemnym umacnianiu.

Uczniowie SP nr 118 ogłosili konkurs na logo  pomocy szkole w Muvalii, wybrali ich zdaniem najlepszy znak , który towarzyszy temu przedsięwzięciu.

Podziękowanie od O.Adaikaili

Najserdeczniejsze  pozdrowienia i wyrazy miłości !!!
   Cudownie było zobaczyć zdjęcia z tak dobrze zaplanowanego, zorganizowanego i przeprowadzonego  wydarzenia charytatywnego na rzecz dzieci plemiennych z Muvalii. Drodzy przyjaciele, nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby wyrazić moje uczucia  i wdzięczność za tę ciężką pracę i wysiłek włożone w zdobycie funduszy na te biedne dzieci. Mamy zamiar pokazać dzieciom Wasze zdjęcia z tego wydarzenia. Zorganizujemy Świętą Godzinę Modlitwy w intencji organizatorów, parafian, darczyńców, przyjaciół i sympatyków szkoły i dzieci w Muvalii. Niech Pan obdarzy Was wszelkimi błogosławieństwami, szczęściem, dobrym zdrowiem i długim życiem. Wasze uczucia i zaangażowanie na rzecz naszej szkoły i dzieci są naprawdę wyjątkowe. Wspominam Was zawsze kiedy jestem sam na sam z Panem Bogiem i proszę o wstawiennictwo za Was, ponieważ tak jak On, pełnicie Misję pomocy biednym i pokrzywdzonym.   O. Adaikaila svd         

MSZA

WSPÓLNOTOWA

Niedziela, 10.12.2017 o godz.15:30
w Sali św. Eugeniusza

SPOTKANIE

MODLITEWNE

Piątek, 22.12.2017 o godz.19:30

w Sali św. Eugeniusza

ADORACJA

NAJŚWIĘTSZEGO SAKRAMENTU

Niedziela, 17.12.2017 o godz.19.00 w Kościele św. Jerzego