Z ŻYCIA WSPÓLNOTY

Jak działa Duch Święty? 

"I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony(...). Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą(...).Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie." Mk 16, 15-18
To słowa Pana Jezusa, które wypowiedział do Apostołów przed swym Wniebowstąpieniem. Czy tak jest rzeczywiście? Czy z życiu chrześcijan- zarówno tych pierwszych, jak i dzisiaj- jest obecna moc Ducha Świętego?

Znaki i cuda potwierdzają treść głoszonej Dobrej Nowiny. Po zesłaniu Ducha Świętego, Apostołowie odważnie głoszą Słowo i jednocześnie "dokonują wśród ludu wiele znaków i cudów" (Dz 5,12). Ogień Pięćdziesiątnicy szybko przenosi się na wszystkich, którzy uwierzyli, że Jezus jest Mesjaszem. Piotr poszedł do Korneliusza w Cezarei (poganina)- Duch Święty zstępuje na jego domowników tak, jak na Apostołów (Dz 10,44). Potem rozprzestrzenia się nadal. Św. Piotr mocą Ducha Świętego uzdrawia, wskrzesza, otrzymuje słowo prorockie, ma widzenia. Podobne wydarzenia dzieją się w życiu Pawła z Tarsu. Znaki i cuda towarzyszą rodzącemu się Kościołowi. We wspólnotach, zakładanych przez św. Pawła duży nacisk kładzie się na działanie Ducha Świętego (patrz 1 list do Koryntian, rozdz. 14).
Czy charyzmaty zniknęły z życia Kościoła wraz ze śmiercią Apostołów? NIE!
W pismach Ojców Kościoła mamy liczne potwierdzenia, że były wciąż żywe i obecne. I tak np. św. Ireneusz, biskup Lyonu (zm. w 202r.) pisze: "Podobnie, jak za czasów apostoła Pawła, my także znamy braci w Kościele, którzy posiadają dary prorocze, którzy przez Ducha mówią wszelkimi rodzajami języków, ujawniają dla ogólnego dobra ukryte sprawy (...), wypędzają demony (...), inni mają widzenia, inni przez wkładanie rąk leczą chorych". Podobne świadectwa dają św. Justyn męczennik, Orygenes i inni. W IV wieku w Kościele zaczyna rodzić się ruch monastyczny- powstają pierwsze pustelnie. Tak współczesny im pisarz, niejaki Sokrates, opisuje wrażenia pielgrzymów: "przybywszy na miejsce, zastali mnichów zajętych swą codzienną pracą: modlitwą, leczeniem chorych i wypędzaniem złych duchów".
Ciekawy w tym kontekście jest przypadek św.Augustyna. Ten żyjący w V w. wielki Doktor Kościoła, początkowo był przekonany, że nadprzyrodzone dary Ducha nie są potrzebne Kościołowi, który jest już  silny i potężny. Jednak, gdy podczas odprawianej przez niego Eucharystii w Hipponie, 2 nieuleczalnie chore osoby zostały nagle całkowicie uzdrowione, zmienił zdanie.
Przez kolejne 15 wieków charyzmaty nie zniknęły z Kościoła, jednak posługiwali nimi nieliczni (głównie święci, np. Antoni, Teresa i in.), pisano i mówiono o nich niewiele a teologów zajmowały inne sprawy. Tak sprawy się miały do XX wieku...

Jak to się zaczęło 

Wszystko zaczęło się od włoskiej mistyczki, założycielki Zakonu Sióstr Oblatek Ducha Świętego, bł.Eleny Guerra. Celem jej życiowego posłannictwa stało się przywrócenie Duchowi Świętemu centralnego miejsca w życiu chrześcijańskim. W środku XIXw. pisała: «W Bogu miłość jest zawsze doskonała, a zatem trwale istniejąca, wieczna... a tą miłością jest Duch Święty, sprawca wszystkich cudów miłości». Wysłała 12 listów do papieża Leona XIII przynaglając, aby ożywił kult Ducha Świętego w Kościele.W odpowiedzi Papież ustanowił Nowennę do Ducha Świętego a 1 stycznia 1901r., w pierwszy dzień XX wieku, na Placu Świętego Piotra przyzywa Ducha Świętego, aby zstąpił na cały Kościół.
Tego samego dnia, 01.01.1901r. uczestnicy metodystycznej Szkoły Biblijnej w Topeca (Kansas, USA) w czasie modlitwy doświadczyli nowego wylania Ducha Świętego: zaczęli modlić się nowymi językami, prorokować i doświadczyli potężnego dotknięcia Bożej mocy i miłości. Podobne rzeczy wydarzyły się- niezależnie- w Walii, Armenii, Indiach. Ogień Nowej Pięćdziesiątnicy zaczął szybko rozprzestrzeniać się po całym świecie. W 1967r. katoliccy studenci i pracownicy naukowi Uniwersytetu Duquesne w Stanach Zjednocznonych, wyjechali na weekendowe rekolekcje. To, co się wydarzyło w trakcie modlitwy przed Najświętszym Sakramentem, było absolutnie niesamowite: obecność Boża była tak namacalna, że studenci nie potrafili ustać na nogach - niektórzy klęczeli, inni wręcz leżeli na ziemi, doświadczali bliskości i miłości Boga, wielu z nich płakało ze szczęścia.
Tak opisuje to Patti Gallagher jedna z uczestniczek tego wydarzenia: "Gdy weszłam do kaplicy, od czubka głowy, po koniuszki palców, ogarnęło mnie poczucie głębokiej miłości Boga do mnie, miłości miłosiernej, uderzył mnie jej ogrom - jest ona tak niezasłużona, tak obficie wylana, została dana za darmo, hojnie, z obfitości Jego Miłosierdzia". Doświadczenie to stało się udziałem wszystkich, którzy weszli do kaplicy- większość z nich szła do stołówki, na przyjęcie urodzinowe i nie spodziewali się tego, co ich spotka. Modlitwa trwała od 22 do 5 rano. I to właśnie wtedy po raz pierwszy w nowożytnych czasach katolicy zaczęli modlić się nowymi językami. Dar Ducha Świętego został wylany na nich tak samo, jak na Apostołów w czasach Pięćdziesiątnicy. Właśnie wtedy narodziła się Odnowa Charyzmatyczna w Kościele Katolickim. Od tamtej pory podobnego doświadczenia "chrztu w Duchu Świętym" doświadczyło około 100 milionów katolików (w tym piszący ten artykuł).

Właśnie obchodzimy Jubileusz 50-lecia tych wydarzeń.
Adam Tomaszewski

Spotkanie w Białym Kościele 

W miniony piątek mięliśmy przyjemność uczestniczyć w pierwszym historycznym spotkaniu modlitewnym w Białym Kościele koło Strzelina. Wszystko zorganizował Adam, który od siedmiu lat mieszka w pobliżu. Ogromne pragnienie aby ludzie, którzy żyją  w tej okolicy mięli szanse poznawać i Jezusa i wzrastać w doświadczeniu wspólnoty, które dla każdego z nas stało się wielkim darem od Pana wzbudziło determinację do podjęcia działań by takie spotkanie mogło się odbyć.  Oczywiście to dopiero początek, tu nie chodzi o jednorazowe wydarzenie ale o ty powstało środowisko wiary, ludzi, którzy żyją wiarą i wzajemnie się wspierają. To  pierwsze Spotkanie, w którym uczestniczyliśmy było wspaniałe. Przybyło wielu miejscowych ale też wielu naszych wspólnotowiczów z Wrocławia.  Pan działał przez modlitwę uwielbienia prowadzoną przez Janusza, przez Słowo głoszone przez Piotra , świadectwo powiedział Paweł, a potem były modlitwy wstawiennicze. Przeżyliśmy wspaniały wieczór nabrzmiały Bożą Obecnością, wszyscy zostali dotknięci Mocą Pana. Widzieliśmy też wielką otwartość księdza Proboszcza, który uczestniczył w tym niecodziennym wydarzeniu za co jesteśmy Mu ogromnie wdzięczni.
Pozdrawiam Piotr Rotte

Cel Wspólnoty 

Czy wspólnocie potrzebny jest cel aby uzasadnić swoje istnienie. Wydaje się , że samo pragnienie bycia razem jest już wystarczające. I rzeczywiście wziąwszy pod uwagę, że przecież Bóg jest wspólnotą i że to jest właśnie sposób w jaki istnieje - poprzez ciągłe dawanie się drugiemu i to wystarcza. To może i wspólnocie chrześcijańskiej wystarczy miłość i pragnienie bycia razem. Kiedy więc spotykamy się i motywuje nas miłość i chęć dawania się innym to być może nie potrzebujemy jakiegoś celu do którego dążymy. Z drugiej jednak strony, miłość która nas rozpala jest skończona, my sami nie jesteśmy jej źródłem potrzebujemy ją otrzymać od Tego który jest Dawcą miłości. Niekiedy niewielkie nawet trudności sprawiają, że jest  jak bańka mydlany i szybko może zniknąć. Dlatego wydaje się, że jednak cel jest bardzo potrzebny i to cel, który leży poza Wspólnotą. Właśnie wspólne dążenie do celu ratuje w chwilach trudności i kryzysu. Powracanie do celu, uświadamianie sobie jego wagi i posiadanie jasnego celu jest kluczowe dla rozwoju Wspólnoty. Jaki cel nas łączy, jaki cel sprawia, że nasza Wspólnota trwa? Tym celem jest Jezus. Celem jest przyjęcie Go jako Pana, wzrastanie w poznawaniu Go i dzielenie się doświadczeniem Jego Obecności z innymi.

Pozdrawiam Piotr Rotte